Od dziecka wiedział kim chce zostać w przyszłości – kiedy w wieku sześciu lat zobaczył makietę Volvo 480 zapragnął być projektantem samochodowym dlatego całe swoje życie podporządkował realizacji tego marzenia. Pracował dla wielu światowych marek, współpracował z największymi pracowniami, prowadził wykłady i warsztaty. Jego najbardziej znane projekty to: Stacja Roku 2012 Orlen w Gdańsku, buty narciarskie dla Hermanna Maiera, kamper dla Adama Małysza, szklanka piwa Żywiec, logotyp Ceramiki Paradyż, a przede wszystkim samochody takich firm jak: Ferrari, Mercedes, Fiat, Mazda, Jaguar.

W swojej książce pisał, że tylko poprzez tworzenie użytecznego wzornictwa, które nie trafi na wystawę muzealną, ale będzie przede wszystkim funkcjonalne można ,,oczyścić polski design”. Według Kaniewskiego dobry projekt to taki, który przynosi korzyść finansową inwestorowi oraz niesie pożytek użytkownikowi; nie ma estetycznego uzasadnienia, ale jest potrzebny i doskonale się sprawdza. Aby opanować sztukę kreowania takich przedmiotów należy inspirować się ludźmi, ich zachowaniami i przyzwyczajeniami.

Kaniewski twierdził, że designer to ktoś, kto powinien przewidywać przyszłość i odpowiadać na niedostrzegane potrzeby konsumentów, jak: ścianka w centrum miasta, za którą można schować się przed hałasem; plac zabaw dla dorosłych z elementami dostosowanymi do ich wzrostu; kosz na śmieci dla rowerzystów, do którego można wrzucać śmieci bez zatrzymywania się. Projektant ma obowiązek tworzyć przedmioty, które nie tylko uprzyjemnią, ale też ułatwią codzienne funkcjonowanie.

Kaniewski roztaczał swe wizje najczęściej wokół motoryzacji i chociaż projektował samochody twierdził, że kończy się ich era. Według niego czterokołowce mają być zastąpione windami oraz spersonalizowanymi tramwajami. Wniosek ten wysunął na podstawie obserwacji ludzi, którzy coraz bardziej cenią sobie intymność, a korzystając z publicznego transportu czują się skrępowani i zakłopotani. ,,Trzeba znaleźć nowego konia cywilizacji” – mówił w 2014 r. w wywiadzie dla na: Temat.

W swoim ostatnim felietonie opublikowanym na profilu społecznościowym napisał: ,,Miałem szczęście żyć w jedynym stuleciu w czterotysięcznej historii urbanistyki, kiedy po mieście jeździło się samochodem. Nowoczesne miasta takie jak: Kopenhaga, Zurych, Berlin wypychają auta z centrum. I teraz strzelajcie do mnie ekolodzy, urbaniści, futuryści! Zdążyłem się załapać na: parkowanie za darmo; kolekcjonowanie mandatów; podrywanie dziewczyny – dziś żony – na Alfę Romeo Mi.To.; jeżdżenie z rykiem silnika garbusem tak przerdzewiałym, że w nocy przez dziury w podłodze właziły mi koty; zdążyłem przejechać czterystukonnym BMW przez tunel; postraszyć mieszkańców Szwajcarii rajdem Lotusem SuperSeven; zaszumieć Ferrari 356 na torze testowym Pininfariny; pomknąć 160 km/h Chryslerem z 1965 roku mostem w Warszawie; pojechać starym dwudrzwiowym Mercedesem z siostrą do Cannes; nakraść oleandrów z czyjegoś ogrodu; wypełnić nimi wnętrze po otwarte szyby; pić wino i zasypiać na kwiatach. Mam do dziś tego Mercedesa, a na co dzień jeżdżę bodaj najładniejszym dziś samochodem – Mazdą 6. Ale ta historia się kończy.”