Czy nie zdarzało się, że przychodzili do Was Klienci z wycinkiem z topowego pisma wnętrzarskiego i mówili „poproszę właśnie coś takiego”? A może mieli już nawet rozrysowany projekt, stworzony moodboard i chcieli tylko, aby ktoś im to wszystko spiął i ładnie narysował? Pewnie byli i tacy, którzy dokładnie wiedzieli, czego chcą i każda propozycja z Twojej strony była z góry skazana na porażkę. Przy takich Klientach praca wydaje się prosta. „Klient nasz pan”, jak mawiał klasyk.

Jako kreatywni ludzie my – architekci wnętrz – uwielbiamy wyzwania. Tworzenie przestrzeni dla Klientów, którzy z czasem stają się zwykle naszymi dobrymi znajomymi, to czysta przyjemność. Projekt powinien przecież powstawać w ścisłej współpracy z przyszłymi mieszkańcami domu. Pytamy ich zatem, czy mają dzieci i co one lubią, czy mają zwierzęta, wśród jakich kolorów czują się dobrze, czy dużo pracują, jak spędzają wolny czas, czy wspólnie jedzą posiłki, często przyjmują gości etc. Dzięki rozmowom i szczerym odpowiedziom na nasze z pozoru wścibskie pytania możemy „uszyć” projekt na miarę.

Ale czy myśleliście się kiedyś o tym, że mamy realny wpływ na to, jak potoczy się życie przyszłych mieszkańców?

Tak! To nie banał!

To my proponujemy, na jakich krzesłach będą siedzieli i czy design będzie ważniejszy od wygody. To my projektujemy meble kuchenne i w zabudowie przeznaczamy miejsce na segregację śmieci, kształtując w ten sposób proekologiczne nawyki. To my decydujemy, jakimi farbami będą pomalowane ściany, i mamy wpływ na to, czy będzie to sama chemia, emitująca złe cząstki do płuc, czy może farba ekologiczna. To my wrysowujemy w nasze fotorealistyczne wizualizacje rośliny, które nie tylko dodadzą szyku, ale także oczyszczą powietrze. I to w końcu my sugerujemy dodatki: poduszki, narzuty, wazony i… książki.

Kilkakrotnie spotkałam się z Klientami, którzy od progu mówili „mamy ogromny księgozbiór i musi to Pani uwzględnić w projekcie”. Jak ja kocham takich Klientów!

Książki! Uwielbiam je czytać, uwielbiam je kupować, a projektowanie większych i mniejszych bibliotek to prawdziwa frajda.

Ostatnie badania czytelnictwa w Polsce, opublikowane przez Bibliotekę Narodową, są alarmujące. Ponad połowa Polaków w ubiegłym roku nie przeczytała ani jednej książki!

Tymczasem często pierwszym pytaniem Klientów jest: „A gdzie będzie stał telewizor?”. W wielu projektach widziałam niemalże „ołtarze” dla tego sprzętu. No i stawiamy go przy głównej ścianie, naprzeciwko rozłożystej kanapy. Nad nim obowiązkowo dwa kinkiety niczym ołtarzowe świece. I mimo że wciąż pamiętam o maksymie: „Nasz klient, nasz pan”, to odczuwam pewien niesmak.

W pokojach dzieci ma być łóżko z baldachimem albo w kształcie auta, wigwam, hamak, huśtawka, no i biurko, bo przecież trzeba gdzieś odrobić lekcje. A książki? Czy nie wydaje się naturalne projektowanie półek z książkami w pokojach dziecięcych? Przeglądam regularnie projekty wnętrz i książek w nich jak na lekarstwo.

Czy my – architekci wnętrz – możemy zrobić coś, by zmienić nasze wizje wnętrz w coś bardziej wartościowego? Czy możemy realnie wpłynąć na postawy czytelnicze naszych Klientów?

Kampanie społeczne Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka, Nie jestem statystycznym Polakiem, lubię czytać książki albo Z książką na start są najlepszym przykładem, że czytanie jest trendy, a posiadanie książek jest oznaką statusu społecznego, do którego tak często aspirujemy. I trudno się z tym nie zgodzić. Dziś nie wypada powiedzieć: „Nie czytam” (nawet jeśli to prawda!)

A dzieci? Jeśli czytamy dzieciom, zanim jeszcze one same zaczną czytać, nawiązuje się wyjątkowa więź. Szczególna relacja rodziców i dziecka w przyszłości zaprocentuje jego prawidłowym rozwojem, łatwością nawiązywania przez nie kontaktów, pewnością siebie i dużą wrażliwością na otaczający nas świat. Nie bez powodu mówi się, że miłość do książek jest prezentem na całe życie!

Książki kucharskie w kuchni, półka na kilka książek przy szafce nocnej, regał w salonie i oczywiście – książki w roli głównej w pokoju dziecięcym. Nawet jeśli nie mamy do czynienia z zapalonymi czytelnikami, potraktujmy książki jako element dekoracji wnętrza. Zakładajmy, że Klienci książki mają i czytają, a jest szansa, że oni sami w to uwierzą :-)

A gdyby zamawiający pytał „po co ta półka” zawsze możecie odpowiedzieć, że książki stanowią wyraz aspiracji właścicieli mieszkania i ich dobrego gustu, a z tym ostatnim trudno przecież dyskutować.

Pamiętajcie o podprogowym działaniu książek umieszczanych w projektach. Nie musi to być biblioteczka. Wystarczy półka. A kto wie? Może pewnego wieczora mieszkańcy sięgną po jedną z książek, a my staniemy się mądrzejszym i bardziej oczytanym społeczeństwem…

Ps. Poza tym książki są po prostu ładne, prawda?

 

Artykuł powstał dzięki wspólnym przemyśleniom i miłości do książek Agaty Jachimowicz z Pracowni Projektowej Decoretti i Agnieszki Błażewicz z Fundacji Metropolia Dzieci, autorki pomysłu projektu „Z książką na start”.

 

www.zksiazkanastart.pl

www.metropoliadzieci.org

www.decoretti.pl