W trakcie studiów pani Marzena pracowała w wielu biurach projektowych i od zawsze towarzyszyło jej przeświadczenie, że będzie projektować nowoczesne i minimalistyczne wnętrza. Jednak  z roku na rok coraz bardziej przekonywała się do stylu dekoracyjnego. Po kilku latach projektowała już tylko w stylu brytyjskim (edwardiańskim, wiktoriańskim), amerykańskim (hamptons, nowojorskim), secesyjnym i glamour.  Pasjonowało ją wszystko, co eleganckie  i klasyczne. Takie jest również jej mieszkanie - balansujące na granicy luksusowego wnętrza, ale również takiego, w którym można się zrelaksować po pracy i normalnie mieszkać.

Mówią, że szewc bez butów chodzi. Podobnie było w przypadku Marzeny Pieńkowskiej - Szpunar, dla której największym wyzwaniem było zaprojektowanie mieszkania właśnie dla siebie. Mimo, że od 6 lat prowadzi swoje biuro i zrealizowała setki projektów ciężko było wykreować jej własne miejsce do życia.

Trudności, z jakimi projektantka musiała się zmierzyć to przede wszystkim niewielka przestrzeń. Mieszkanie ma 60 m2, salon z kuchnią jedynie 20 m2. Dzięki odpowiednim proporcjom mebli i zabawą światłem udało jej się stworzyć 3 strefy - salon/jadalnie/kuchnię oraz "optycznie" powiększyć mieszkanie poprzez triki z lustrami i kolorami ścian.

Głównym założeniem projektu było stworzenie komfortowego wnętrza dla siebie i męża. Postawili na otwartą kuchnię z salonem (pierwotnie była to ściana oddzielająca salon od kuchni) i stworzenie reprezentacyjnej strefy do relaksu. Koniecznie z dużym stołem do przyjmowania gości.

Większość mebli została zaprojektowana przez panią Marzenę i wykonana przez stolarza. Nad łóżkiem w sypialni wisi obraz przedstawiający rodzinne miasto męża architektki, który namalował lokalny artysta - Ireneusz Janicki. Kolorystyka obrazu zainspirowała projektantkę do utrzymania sypialni w podobnej tonacji – granatowej z oliwkowymi i fuksjowymi akcentami.  Nie brakuje tam również zieleni (głównie roślin ozdobnych z liści - paproci, palm), która wprowadza relaksujący nastrój, a w dodatku jest naturalnym filtrem powietrza.

W mieszkaniu można dostrzec oryginalny żyrandol typu Maria Teresa oraz włoski stolik kawowy z XIX wieku - znalezione w sklepie z antykami, oddane do renowacji. Naprawione i oczyszczone meble odzyskały swój dawny splendor. W ręce projektantki w podobny sposób trafił czarny doberman z włókna szklanego. Stał przed sklepem z wyposażeniem wnętrz... Aktualnie strzeże domu ;)