W dalekim Brunswick | Dekorian Home
TOP WNĘTRZA | 2019-04-24

W dalekim Brunswick

Kiedy dowiedzieli się, że niedługo przyjdzie na świat ich córeczka Matilda, zapragnęli zamieszkać w domu. Ale los chciał, że przypadkowo trafili na starą kamienicę z lat 60 i tu razem stworzyli mały raj dla swojej trzyosobowej rodziny. Niewielkie mieszkanie, proste, ale niebanalne, pomysłowe, ale bezpretensjonalne, stało się ich ulubionym miejscem do życia.
Udostępnij logo whatsapp logo twitter

To mieszkanie na pozór wydaje się tak zwyczajne, że pewnie wielu z was pomyśli, co w nim jest zachwycającego…? Jednak kiedy przyjrzymy się bliżej widać, jak bardzo jest wysmakowane i przede wszystkim dopracowane w najmniejszym calu. Właściciele, młode małżeństwo, ze światem wnętrz związane jest zawodowo. On fotografuje, ona stylizuje i robi projekty. Teraz Sean, komercyjny fotograf, który spędził swoje życie na fotografowaniu przestrzeni do życia dla innych, skierował obiektyw na własny kąt, a Jess urządziła go skromnie, ale bardzo stylowo i z wielkim wyczuciem. Planowali kupić dom, ale trafiło się mieszkanie. W Brunswick, na przedmieściach Australii, w budynku z lat 60. z czerwonej cegły i betonu. Prosta bryła w środku kryła mnóstwo tajemnic, które skusiły Seana i Jess do przeprowadzenia kapitalnego remontu.. Było warto. Podjęli się kompletnej przebudowy i renowacji kuchni i łazienki, położyli nowy parkiet w jodełkę, przemalowali ściany (na kolor ocieplonej bieli i cudny łososiowy w kuchni i jadalni), zainstalowali nowe oświetlenie, no i wpuścili do środka dużo dziennego światła. Na koniec zostawili to co najprzyjemniejsze - wstawili meble. Bardzo różne. Jest trochę ikon designu, vintage’u a z lat 60. i 70., popularnego, ale bardzo dobrego wzornictwa rodem z IKEA, są też takie perełki jak stolik, który sami skonstruowali nakrywając dwa nieociosane kamienie marmurowym blatem, czy krzesła wyplatane rafią w typie Marcela Breuera, które Jess wypatrzył na poboczu drogi i odrestaurował.  Idealne połączenie designu i komfortu. Taki miks stworzył dla nich przestrzeń do zamieszkania. Sean wyjaśnia, że ​​to miejsce w budynku z czerwonej cegły okazało się świetnie pasować do ich stylu życia. Nie mają co prawda trawnika przed domem, którego koszenie miało być odtrutką na pędzący tryb życia, ale znaleźli tu wiele okazji, by poczuć się w tym miejskim domu jak w domu. Oboje mówią, że „popołudniowe, ciepłe światło ” jest ulubionym elementem tego miejsca. Lubią kiedy miękkie promienie słońca oświetlają ławkę pod oknem - idealne miejsce na wspólne leniwe śniadanie.


Fot. Sean Fennessy


Czas generowania strony: -1675464982,66s