Przyznam szczerze, jestem wyznawcą Paryża. Wiem, wiem, niektórzy twierdzą, że miasto straciło nieco na znaczeniu. Nie dla mnie. Zawsze warto do niego wrócić i zejść z utartych, pocztówkowych szlaków, zapuścić się tam, gdzie nie ma wycieczek i aparatów, by odkryć to, co dotychczas było niedostrzegane. Oto parę moich typów na nieco inne zwiedzanie stolicy Francji.

Trafiłem do Paryża skuszony dwiema wielkimi wystawami: retrospektywą Davida Hockneya w Centrum Pompidou i ekspozycją Dior. Krawiec marzeń. Wprawdzie obrazy Hockneya odpłynęły już do Nowego Jorku, ale do 29 stycznia prezentowana jest równie ekscytująca wystawa fowisty – Andre Deraina. Za to Diora można podziwiać do początku przyszłego roku.

Moda to siostra dizajnu, a mnie interesuje równie mocno co i wszelkie inne wzornictwo. W Musee Les Arts Decoratifs, które mieści się w bocznym skrzydle Luwru i zawsze godne jest polecenia, tym razem zgromadzono ponad 300 sukien (i nie tylko - także buty, kapelusze, futra oraz biżuterię) zaprojektowane przez samego wielkiego Christiana, jak i jego następców w domu mody Dior. A byli to: Yves Saint-Laurent, który u Diora znalazł się na początku swej artystycznej drogi, nieco zapomniany Marc Bohan, włoski mistrz – Gianfranco Ferré, szalony John Galliano, bardziej minimalistyczny Raf Simons i wreszcie – projektująca obecnie Maria Grazia Chiuri. Niestety w Polsce rzadko mamy okazję, by oglądać tego typu wystawy. I nie o wystawność prezentacji chodzi. Kunszt haute couture, czyli wielkiego krawiectwa, można docenić, dopiero kiedy bajkowe projekty twórców takich jak Dior można podziwiać na wyciągnięcie ręki. To, co pokazano w Muzeum Sztuki Dekoracyjnej to najwyższe mistrzostwo projektantów i całej armii rzemieślników, którzy tworzą nie tylko rzeczy do noszenia. Tworzą sztukę. Dlatego „Krawca marzeń” polecam gorąco!

A jeśli ktoś od sal muzealnych woli ulice? Idźcie do 10 dzielnicy, za plac Republiki, w cudowne okolice Canal Saint Martin. Kiedy niedalekie Marais stało się ofiarą swej własnej gentryfikacji i jest obecnie drogie, snobistyczne i nader burżuazyjne – bohema i kolorowe ptaki przeniosły się dalej. Wycieczkę polecam zacząć od sklepu Merci (o którym pisaliśmy niedawno tutaj), by poprzez Oberkampf trafić na Quai de Valmy. Tu, nad kanałkiem, życie toczy się spokojniej, a paryskie snobizmy ustępują miejsca bezpretensjonalności. Okolice kanałku to też paryskie rewiry hipsterstwaAle choć Vogue narzekał ostatnio, że mężczyźni w Paryżu coraz bardziej przypominają brodatych brooklyńczyków (kobiet to ponoć nie dotyczy – Paryżanki nadal cechuje ta cudowna mieszanka szyku i nonszalancji, elegancji i swobody, z której są znane) to jednak ja zdecydowanie nie zgadzam się z ta opinią. Cóż – widać redaktorki z Vogue mają inne zdanie.

W dzielnicy polecam obejrzeć zwodzone mosty, które wcale nie są zwodzone („nigdy nie widziałam czegoś takiego” – powtarzały zdumione Amerykanki obok mnie, a ja pomyślałem: cóż – jednak Paryż), ulice de Marseille i Beaurepaire, przy których znajdziemy parę świetnych sklepów z odzieżą nie tylko dla paryskich hipsterów; kolejne adresy dla fanów dizajnu w okolicy to: sklep Colonel (14 Avenue Richerand), specjalizujący się we wzornictwie francuskim La Trésorerie (11 Rue du Château d'Eau) i koniecznie Artazart (83 Quai de Valmy) – urocza księgarnia ze świetną selekcją książek i czasopism o dizajnie i wszelakich dziedzinach pokrewnych.

Wreszcie – nie mogę pominąć dwóch rekomendacji z dziedziny mody: Balibaris to nowa marka francuska dla wielbicieli minimalizmu w najlepszym gatunku; z kolei Atelier Beaurepaire prezentuje to, co nazywamy street style’m – kurtki bomberki, spodnie i koszule wykonywane są tu tylko z bardzo wzorzystych, afrykańskich tkanin. Oryginalne i bardzo rzucające się w oczy. I jeszcze trochę dalej kolejna ikona współczesnej architektury – otwarta rok temu filharmonia projketu Jeana Nouvela.

10, 11 i 19 dzielnica to jeszcze niedawno peryferia. Pogardzane i niewymieniane w przewodnikach. Uznawane za niegodne uwagi. Ale uwaga – to tam teraz tworzy się najciekawszy Paryż, kiedy w innych rejonach tabuny turystów wciąż fotografują ikony z przewodników. Polecam poszwendać się na północny wschód od placu Republiki, a może się okazać, że w mieście na pozór znanym na wylot wciąż jest mnóstwo ekscytujących zakamarków do odkrycia!




O AUTORZE
Łukasz Drgas
Założyciel jednego z pierwszych w Polsce concept store'ów z designem: Magazyn Praga. Obecnie mieszka w Berlinie, gdzie jeszcze do niedawna prowadził butik 11 design store. Z wielką pasją odkrywa ciekawe miejsca związane z wzornictwem. Zawsze na bieżąco z ciekawymi wydawnictwami, wystawami, nowymi markami. Na zdjęciu z nieodłączna suczką Kreską.