Studiował Pan Public Relations, ale zdecydował się postawić wszystko na jedną kartę i zająć się fotografią. To była wielka miłość?


 Miłością stała się z czasem, na początku było zauroczenie i ciekawość.

 

Przyjechał Pan z Sofii na praktyki fotograficzne do Warszawy? Jak Pan wspomina ten pierwszy okres w nowym kraju, otoczeniu, zawodzie?


Pozytywnie. Wszystko było interesujące i nowe. Stanęło przede mną wiele wyzwań. To był czas intensywnej nauki, i - prawie od samego przyjazdu - intensywnej pracy. 

 

Postanowił Pan kontynuować fotograficzną ścieżkę w Łódzkiej Szkole Filmowej. To szkoła z ogromnymi tradycjami, która „wychowała” wielu wspaniałych polskich artystów. Czy była dla Pana inspirująca?

 

Była lekcją życia. Mnóstwo specjalistycznych zagadnień, zadań do zrealizowania. Jednak najważniejszą rzeczą (co stwierdzam po czasie) było wejście w środowisko zawodowe. Zaczynając od profesorów i wykładowców, na kolegach ze szkoły kończąc. Tamten okres zaowocował przyjaźniami, z wieloma osobami poznanymi w Łodzi współpracuję dziś zawodowo. 

 

Czy od początku architektura i wnętrza były dla Pana najbardziej interesującym tematem? Jeśli tak, dlaczego?

 

Na samym początku nie wiedziałem, co będzie dla mnie najbardziej interesujące. Wydaje mi się, że większość początkujących fotografów poszukuje swojej dziedziny. Trzeba spróbować wielu rzeczy, żeby się dowiedzieć, co się najbardziej lubi. Ze mną było tak, że pewnego dnia pojawił się architekt, który potrzebował zdjęcia swoich realizacji do portfolio. Po roku już wiedziałem, że to jest ta dziedzina. 

 

Na czym polega specyfika tak wąskiej specjalizacji? Co wyróżnia fotografowanie wnętrz? 

 

Jest to jeden ze spokojniejszych tematów do fotografowania. Wszystko jest zaplanowane, ustalone, rzadko jest pośpiech, a jeśli już, to umiarkowany. Najtrudniej jest wyczuć i przekazać na zdjęciu, co mój klient chce przekazać światu. Czasami jest to rozwiązanie techniczne, innym razem charakterystyczny klimat, a zazwyczaj wszystko w różnych proporcjach zależnych od projektu. Każdy z architektów, z którymi współpracuję jest inny, ma inne wymogi i oczekiwania. Na początku współpracy muszę się ich nauczyć. Fotografując, dążę do tego, żeby uchwycić jego unikalny charakter lub zastosowane rozwiązania.

 

Jaki jest sekret udanego zdjęcia? Na co szczególnie musi zwracać Pan uwagę? 

 

Najważniejsza jest kompozycja, potem światło (czasami jest elementem kompozycji, a czasami trzeba je korygować) i oczywiście stylizacja. Nie da się tego streścić w jednym zdaniu, ale uważam, że istotną wartością zdjęć architektury jest umiejętność opowiadania. Wnętrze stanowi miejsce życia ludzi, jest ich wizytówką. Architekt ma trudną pracę, a moim zadaniem jest możliwie trafnie uchwycić przestrzeń, ukazać jej walory i przedstawić bohaterów.

 

Co sprawia Panu najwięcej przyjemności w fotografowaniu wnętrz?

 

To, że codziennie obcuję z inną przestrzenią. Zawsze coś innego stanowi wyzwanie, jest inne światło, dodatki, właściciele z którymi też trzeba przez te kilka godzin sesji współpracować.

 

Czy architekci chętnie korzystają ze wsparcia profesjonalisty w budowaniu swojego portfolio? Czy świadomość, że dobre zdjęcia mogą stanowić klucz do budowania własnej pozycji jest już powszechna?

 

Część architektów bardzo świadomie i chętnie zamawia zdjęcia u dobrych fotografów wnętrz. Inni zaś nie czują tej potrzeby, ale o takich mało słyszymy, bo nie mają jak zaprezentować swoich dokonań. Uważam, że udokumentowanie projektu jest rzeczą potrzebną i przydatną z kilku powodów. W przyszłości może służyć jako punkt wyjścia do rozmów z inwestorem, stanowić content na www, Facebooka oraz Instagrama lub do konkursów. Sesje stylizowane natomiast, tworzą materiał do publikacji w prasie branżowej, która jest nie tylko źródłem pozyskania nowych klientów, ale buduje renomę i pozycję danej pracowni. Nie ma wątpliwości co do tego, że pracowni bez zdjęć swoich projektów, będzie trudniej zdobyć klienta, niż tej, która ma konsekwentnie prowadzoną dokumentację realizacji oraz publikacje w prasie i internecie. 

 

Czy jako osoba profesjonalnie zajmująca się fotografią i jej prawdziwy miłośnik zwraca Pan uwagę na jej obecność we wnętrzach? Czy obserwuje Pan w tej kwestii jakieś zmiany, trendy?

 

Zwracam. Zawsze miło jest zobaczyć oryginalne zdjęcie artysty, pięknie oprawione, wiszące we właściwym miejscu. Nie mogę się jedynie przekonać do rozwiązań typu zdjęcie nadrukowane na szkle nad blatem w kuchni, czy też fototapeta.

 

Czy zdradzi Pan trochę tajników swojego warsztatu: jak godzi Pan światło dzienne ze sztucznym, które preferuje, w jakich porach dnia najlepiej się Panu pracuje (czy lubi Pan np. magic hour?). Jaki efekt jest Panu bliższy - mocnych kontrastów, wyraźnie zarysowanych brył czy malarskich przestrzennych krajobrazów?

 

Sekret jest tylko jeden i jest związany z obniżaniem kontrastu przy bardzo kontrastowych sceneriach. W trakcie jesiennej edycji ArchiDay będę o tym opowiadał na warsztatach z fotografii wnętrz. Reszta mojego warsztatu wynika z wiedzy i praktyki. W większości przypadków z góry wiem, jak osiągnąć lepszy efekt.  Preferuję dzienne światło, a jeśli sztuczne to raczej profesjonalne, a nie zastane. Ale czasami warto pokazać, jakie światło zostało zaprojektowane przez architekta. Pora dnia oczywiście ma duże znaczenie, największe przy fotografowaniu budynków, zazwyczaj wybieram wtedy świt lub zmierzch. Do fotografii wnętrz, najbezpieczniejszy jest pochmurny dzień – umożliwia pracę na bardzo niskim kontraście. Każde wnętrze trzeba odwiedzić i wybrać najlepszą porę. W mojej fotografii przeważa kontrast a nie miękkość.

 

Nieoficjalnie wiemy, że pracuje Pan teraz nad nowym projektem związanym z fotografią wnętrz. Czy możemy Czytelnikom naszego portalu zdradzić chociaż wstępną wizję tego przedsięwzięcia?

 

Z przyjemnością. Wkrótce uruchamiam pierwszy polski stock wnętrzarski o zasięgu globalnym. Będzie to miejsce, które umożliwi dostęp do zdjęć z realizacji najlepszych polskich architektów. 

 

Brzmi fantastycznie. Życzymy powodzenia!

 

FB: facebook.com/yassen.hristov

www: yassenhristov.com